Magazyn Muzyczny RUaH


  Krzyż jest darem,
  który dobry Bóg
  zsyła swoim przyjaciołom.

  (św. Jan Maria Vianney)
Sitemap
Mapa witryny
| Kontakt | Reklama
Search
Paganini internetowy sklep muzyczny
23 luty 2017

Strona Główna » Recenzje » Karmelici Bosi „Rosa Carmeli” – Michał Buczkowski

Recenzje

Karmelici Bosi „Rosa Carmeli” – Michał Buczkowski
24/03/2009

Kiedy wielu specjalistów zastawia się nad najwłaściwszym sposobem wykonywania chorału (najciekawsze są oczywiście przemyślenia specjalistów-praktyków), karmelici nagrali płytę, która jest zupełnie obok tych sporów.


Muzyka na uboczu

Kiedy wielu specjalistów zastawia się nad najwłaściwszym sposobem wykonywania chorału (najciekawsze są oczywiście przemyślenia specjalistów-praktyków), karmelici nagrali płytę, która jest zupełnie obok tych sporów.

MICHAŁ BUCZKOWSKI

Płyta zaczyna się surowym i statycznym odśpiewaniem Salve Regina na charakterystyczną dla karmelitów melodię. Brzmienie jest surowe dla ucha przyzwyczajonego do pieśni pisanych w systemie dur-moll, bo dla fanów Pérèsa będzie to dźwięk pewnie zbyt słodki. Propozycja jest ciekawa, wiedzie nas w rejony nienaznaczone wojną paleomuzyki i Solesmes.


Do niektórych śpiewów pojawia się akompaniament. Jednak dopiero utwór w połowie płyty (Salve Carmeli Gloria) zaczyna się instrumentalnie. Hubert Kowalski przygotował aranżacje w taki sposób, że instrumenty pojawiają się w sposób delikatny, nie zatrzymują na sobie, ale uwypuklają głos. Opracowanie takie jest pomocą w odbiorze kultury, z którą nie spotykamy się – jak ludzie średniowiecza – na co dzień. Viola da gamba, skrzypce barokowe, harfa celtycka są pomocą w słuchaniu, a nie są przedmiotem słuchania. Niskie dźwięki liry korbowej wtapiają się recytatywy. Z instrumentów smyczkowych dużo jest tych o ciemnych barwach. Granie proste, ale nie pozbawione ornamentyki – czuje się, że ozdobniki wynikają wprost z melodii, nie są jakimś wymyślonym upiększeniem. Dodanie instrumentarium sprawia też, że układ płyty sprawia wrażenie muzycznej ewolucji – pomimo statyczności kompozycji.

Kilka wykonań zwraca moją uwagę (choćby tytułowe) – największą zaś Un pastorcico. Wyraz żywotności w zakonie duchowości św. Jana od Krzyża. Melodia wyraźnie inna niż pozostałe, wykonanie przepełnione duchem tak zwanego mistycyzmu hiszpańskiego. Na opakowaniu znajdziemy też piękne tłumaczenie wykorzystanego poematu Był sobie pasterz samotny wśród świata. Utwór jest dowodem na uobecnianie tradycji przez wieki (nie powstał w średniowieczu, ale dopiero w XVI stuleciu). Jest również dowodem na dopasowanie monodii chorałowych do różnych języków.

Bardzo cieszy odkrywanie i powracanie do karmelitańskiej tradycji przez samych zakonników. Czuje się, że Rosa Carmeli to nie rekonstrukcja tradycji sprzed lat – to po prostu nagranie modlitwy mnichów, te śpiewy można usłyszeć na co dzień u karmelitów bosych. Krążek nie stanowi ostatecznego owocu castingu na „najfajniej śpiewających stare, ostatnio coraz bardziej popularne pieśni”. Przepraszam za dosadne sformułowania, ale pojawiają się już typowo komercyjne nagrania chorału, bez uwzględnia korzeni tego śpiewu, stoją na półkach obok „szumu oceanu”, „górskiego powiewu” i innych płyt służących wyciszeniu zestresowanych biznesmenów. Tymczasem muzyka liturgiczna jest czymś żywym – to nie są słodkie, „anielskie” subtelne poświstywania, ale głoszenie z mocą Chrystusowej misji.



do góry