Magazyn Muzyczny RUaH


  Krzyż jest darem,
  który dobry Bóg
  zsyła swoim przyjaciołom.

  (św. Jan Maria Vianney)
Sitemap
Mapa witryny
| Kontakt | Reklama
Search
Paganini internetowy sklep muzyczny
30 marca 2017

Strona Główna » Recenzje » Hear „Gethsemane” - Katarzyna Cudzich

Recenzje

Hear „Gethsemane” - Katarzyna Cudzich
11/05/2008

Odgłos piorunów na początku i końcu płyty to rodzaj klamry kompozycyjnej. Burza symbolizuje strach, walkę, ale i zapowiedź czegoś nowego. „Gethsemane” – ogród oliwny, symbol rozpaczy, strachu, samotności przeistacza się w „Hear” – Słuchanie.


Hear them!

Odgłos piorunów na początku i końcu płyty to rodzaj klamry kompozycyjnej. Burza symbolizuje strach, walkę, ale i zapowiedź czegoś nowego.  „Gethsemane” – ogród oliwny, symbol rozpaczy, strachu, samotności przeistacza się w „Hear” – Słuchanie.

KATARZYNA CUDZICH

Młody zespół z Warszawy zadebiutował w 2004 r., jednak dopiero w 2007 r. ukazała się pierwsza płyta zawierająca rejestrację warszawskiego koncertu sprzed roku (CD + DVD). Zmiana nazwy zespołu z „Gethsemane” na „Hear” opóźniła jej pojawienie się – w konsekwencji na płycie pojawiły się naklejki z nową nazwą, a Gethsemane stał się tytułem krążka. Sprytny zabieg. Ale takich na płycie nie brakuje – przede wszystkim na poziomie muzycznym.

Z jednej strony zauważalne są powinowactwa, a nawet wyraźne wpływy (zespół tego nie ukrywa) takich formacji jak Deep Purple, Led Zeppelin, Pink Floyd, Black Sabbath – czyli jednym słowem rock lat 70. w pełnej krasie! Ale z drugiej strony, poprzez przyznanie się do źródła nie można mówić tu o plagiacie, już bardziej o pastiszu, czyli jawnym wykorzystaniu pewnych zabiegów stosowanych w dziele oryginalnym. Ale pastisz bez ośmieszenia siebie lub ewentualnie (rzadko) oryginału zastosować jest ogromnie trudno. Trzeba posiadać swój styl i wyspecjalizowane narzędzia. A Hear to właśnie posiada! Ani przez moment nie ma się wrażenia, że to nie jest ich muzyka. Wręcz przeciwnie.

Co przede wszystkim nasunęło mi się podczas pierwszego zetknięcia z tą płytą, to pytanie, dlaczego ja o nich jeszcze nie słyszałam? W Polsce ostatnio ze świecą szukać profesjonalnej muzyki przeznaczonej dla szerszego grona odbiorców, a ten zespół bije na łopatki wszelkie łopatologiczne dźwięki słyszane na co dzień w radiu (chociaż to akurat żadne wyróżnienie). Ponadto to muzyka dla każdego miłośnika ostrego uderzenia w dobrym stylu, czyli takiego, w którym nie „samo uderzanie” znajduje się w centrum, a całokształt muzyki. Tu każda partia instrumentu ma swoją wartość, widać to zwłaszcza we wspaniałych przestrzeniach improwizacyjnych – muzyka na najwyższym poziomie, nic dodać, nic ująć.

Teksty, które pozostają trochę w cieniu, świetnie komponują się z klimatem muzyki. Wołanie, niepokój, strach, udręka życia... Niezgoda na świat, na cierpienie. Podmiot liryczny (niebezzasadnie pojawia się to określenie żywcem wyjęte z poezji – teksty są bardzo poetyckie, brak w nich dosadności i dosłowności) zwraca się wciąż do kogoś lub Kogoś. Imię rozmówcy nie pojawia się wprost. Czasem rozmawia ze sobą, czasem ze Stwórcą. Poszukuje, buntuje się, ale wciąż dąży do Celu. W tę płytę naprawdę warto się zaopatrzyć, aby uwierzyć, że dobra muzyka gdzieś jeszcze istnieje. Nawet w Polsce.


Recenzja ukazała się w Miesięczniku dla Ministrantów www.ministranci.pl




do góry