Magazyn Muzyczny RUaH


  Krzyż jest darem,
  który dobry Bóg
  zsyła swoim przyjaciołom.

  (św. Jan Maria Vianney)
Sitemap
Mapa witryny
| Kontakt | Reklama
Search
Paganini internetowy sklep muzyczny
23 luty 2017

Strona Główna » Recenzje » Hear „Gethsemane” - Michał Buczkowski

Recenzje

Hear „Gethsemane” - Michał Buczkowski
17/05/2008

Długo czekałem na tę płytę: zapowiedzi rocka rodem z lat 70. i potwierdzenie ich materiałem promocyjnym... myślałem, że będę się rozpływał z zachwytu i zamiast recenzji napiszę pean, bo to muza na światowym poziomie. Ale jedna rzecz nie daje mi spokoju


Ogród światowych rozkoszy


                                                                               „Ogród, ale nie plewiony;
brog, ale co snop to inszego zboża;
kram rozlicznego gatunku”
 

Długo czekałem na tę płytę: zapowiedzi rocka rodem z lat 70. i potwierdzenie ich materiałem promocyjnym... myślałem, że będę się rozpływał z zachwytu i zamiast recenzji napiszę pean, bo to muza na światowym poziomie. Ale jedna rzecz nie daje mi spokoju.

MICHAŁ BUCZKOWSKI

 
Zespół HeaR miał ambicję stworzenia koncept-albumu, albumu o roślinach, które od wieków obserwują ludzkie zmagania ze słabościami: „Drzewa (...)/ Żelbetonowy ogród tworzą,/ Ten sam, co skrywał zdradę i strach/ Gethsemane”. Pomysł rewelacyjny (choć – co za chwilę okaże się ważne – znany już w historii literatury). Ogród to dla słuchacza doprawdy rozkoszny, a i mistyczny.

Utwory utrzymane w stylistyce art-rocka – bardziej w typie Led Zepplin oraz Deep Purple niż Pink Floyd czy Yes. Piękna współpraca gitary z basem, który niekoniecznie stanowi tylko wypełnienie harmoniczne, bywa również instrumentem solowym. Żadnego jednak wchodzenia sobie w drogę. Mariusz Żmudziak (świetna barwa głosu) śpiewa mocno, energicznie, osiągając czasem niebywałe rejestry. Z perkusji oprócz rytmu wydobywają się dźwięki stanowiące część pejzażu muzycznego. No i miód na moje serce: Hammond. Ten instrument na równi z gitarami nadaje charakteru tej twórczości. Muzycy umieli stworzyć dzieło, w którym nikt nie próbuje przyćmić drugiego. Zresztą jak tu przyćmić? Każdy z nich jest wirtuozem!

Na Gethsemane składają się dwie płyty zawierające ten sam materiał. Jedna CD, druga DVD. To bardzo dobry pomysł, praktyczny. Podobnie jak plastikowe pudełko (te kartonikowe są może estetyczniejsze, ale trudno je trzymać w stojakach na płyty). A nie dziwota, że nagrali debiutancki materiał na DVD. Bo nie tylko przyjemnie się ich słucha, ale i popatrzeć można. Poubierani w kolorowe szmatki ruszają się wte i wewte, czemu dynamiki dodaje montaż. Bo i filmowcy to w najlepszym sensie tego słowa profesjonaliści. Brakuje tylko pokazania reakcji publiczności – nie ma jej na żadnym ujęciu. A wyjątkowo najbardziej wzrok przyciąga nie wokalista (choć jest zapewne bożyszczem nastolatek) ani gitarzysta (z bujnym afro na głowie i łaciatymi spodniami), ale pianista, który gra całym ciałem (jak on trafia w odpowiednie klawisze???).

Skąd jednak, poza oczywiście skojarzeniem z ogrodem, motto recenzji zaczerpnięte z tomu poezji Wacława Potockiego? Otóż gdy minął mi pierwszy zachwyt tym, że ktoś chce jeszcze grać art-rocka – stwierdziłem, że... to nie do końca oryginalne kompozycje... Zespół, który postawił na granie muzy nieobecnej od dawna na rynku, chciał chyba prostym zabiegiem sprawić, że piosenki szybko chwycą. Mianowice użył znanych już wielu słuchaczom tematów i motywów – z różnych grządek. I dopóki są to cytacje riffów Led Zeppelin (porównajmy początek Imigrant Song ze Srebrną siecią) lub nawiązania melodyczne do Dżemu (fragment melodii Alex i początek Światła purpury), to jeszcze tak bardzo nie protestuję – gorzej jeśli mam wrażenie jakbym słuchał Varius Manx – dlatego popową wręcz piosenkę Zapomniana twarz uznam za nieudaną próbę wtrącenia ballady, bez której koncept-album i tak by się obył. Problem w tym, że zespół chciał uczynić płytę „strawniejszą” i zmieniając barwę czy aranżację garściami bierze z twórczości już znanej. Nie tak rozumiałem czerpanie z muzycznych źródeł.

Jeśli miałbym znaleźć jakieś inne wady tego albumu (trochę na siłę) będą nimi mały wykop perkusji – trudno wyrokować czy to kwestia realizacji nagrania czy skupienia na technice gry oraz – objawiająca się nieco zbyt często – nosowa maniera wokalisty – zapewne do uniknięcia w studiu. Trochę ponarzekałem. Nie zmienia to mojego nastawienia: to ekspresyjnie i mistrzowsko zagrany rock. Nie było w Polsce wielu tak dobrych kapel grających w tym klimacie. Mamy tu do czynienia z poziomem SBB (ci grali dużo bardziej progresywnie) – a to nie byle jakie porównanie. Panie i Panowie: mamy zespół, którym, przez dłuższy czas, będziemy się chwalić również poza granicami kraju.




do góry