Magazyn Muzyczny RUaH


  Krzyż jest darem,
  który dobry Bóg
  zsyła swoim przyjaciołom.

  (św. Jan Maria Vianney)
Sitemap
Mapa witryny
| Kontakt | Reklama
Search
Paganini internetowy sklep muzyczny
26 maja 2017

Strona Główna » Recenzje » Tomasz Budzyński „Luna” - Urszula Jagiełło

Recenzje

Tomasz Budzyński „Luna” - Urszula Jagiełło
16/05/2008

Wkładam do odtwarzacza nową, solową płytę Tomka Budzyńskiego. Po trzech minutach stwierdzam, że nie ma na niej czadu rodem z Siekiery, a słowa nie układają się w konkretną historię. „Luna” – taki łagodny rock. Nuda. Wyłączam! A teraz drugie podejście...


Daj czas tej płycie...

Wkładam do odtwarzacza nową, solową płytę Tomka Budzyńskiego. Po trzech minutach stwierdzam, że nie ma na niej czadu rodem z Siekiery, a słowa nie układają się w konkretną historię. „Luna” – taki łagodny rock. Nuda. Wyłączam! A teraz drugie podejście...

URSZULA JAGIEŁŁO

Jest noc. Cisza. Wszyscy śpią. Zakładam słuchawki. Daję czas sobie i tej płycie. Tym razem tekst „Halo. Halo” rozpoczynający „Lunę” prowadzi mnie w różne przestrzenie samotności. Widzę samotność zarośniętej, zapomnianej przez wędrowców ścieżki, samotność starego, opuszczonego przez stado słonia idącego na cmentarzysko, samotność modlitwy, która nie wznosi się do nieba. Dalej poezja Budzyńskiego prowadzi coraz głębiej - w tajemnicę człowieka. Poprzez obrazy różnych miejsc, czy to istniejących na ziemi, czy w rzeczywistości duchowej, widzę jaką drogę odbywa duch przeżywający codzienne cierpienie. Jest to droga nieustannej walki, której jednak towarzyszą momenty wytchnienia. Ważnym elementem tej nocnej podróży po zapomnianych zakątkach świata jest ogień. Raz jest to ognisko, którego dym opada, dławiąc goryczą niewysłuchanej modlitwy, raz słup ognisty osłaniający przed wzrokiem wrogów, pod koniec okazuje się być tym ogniem, który płonie nieustannie w naszym wnętrzu.

Muzyka idealnie współpracuje z tekstem. Tworzy konkretne obrazy i przenosi w coraz to nowe miejsca. W niektórych partiach jednostajny rytm akustycznej gitary sprawia, że czuję się jakbym siedziała pośrodku ogniska elfów śpiewających pieśni z Dawnych Dni. Później pojawia się niepokojący dźwięk trąbki, by przenieść mnie na spękaną pustynię, gdzie nad głową złowrogo skrzeczą ptaki, a przed oczami nagle przejeżdża pociąg. W głęboką noc wciąga dobiegający z głębi kontrabas. Bębny, z niepokojących kotłów, przemieniają się w radosne werble zachęcające do bitwy. Całej tej muzycznej kompozycji smaku dodają różnorodne przeszkadzajki, uderzania zegara dziadka, dźwięki przedwojennej lokomotywy, psychodeliczne chórki i piękny fragment kompozycji Debussego.

Kiedy włączasz „Lunę”, przygotuj się na ryzykowną, ale i piękną podróż. Podróż, która wciąga w głąb nas samych. Dlatego nie można jej słuchać nieuważnie. Gdy tylko pozwolimy, poprowadzi do miejsc mrocznych, ale też do tych jasnych i bezpiecznych. „Luna”, tak jak cierpienie, ma w sobie ciemność i ból. Ale też powiew wiatru i lekkie orzeźwienie.

 




do góry